Miłość nieprzyjaciół
![]()
Ks. Alfons J. Skowronek

To,
co Jezus głosi, z pewnością wyzwala protest odbiorcy. Któż bowiem byłby aż tak
naiwny, by bijącemu nadstawiać drugi policzek? Kto by dorzucał podarunek komuś,
kto niesprawiedliwie czegoś żąda?
Wielu twierdzi, że Jezus nie wniósł do etyki nic lub niewiele nowego.
W komentarzach i podręcznikach znajdujemy odniesienia słów Jezusa do
licznych „paralel" z egipskiej literatury mądrościowej, Starego Testamentu,
literatury wczesnożydowskiej, Talmudu, Filona, Plutarcha, Epikteta i autorów
znanych już tylko specjalistom. W starciu z zawrotną ilością trudnych do
uporządkowania odniesień czytelnik staje zdezorientowany i pyta: Czy to
rzeczywiście są paralele? Jeżeli tak, to w jakim sensie? Jaka jest ich
rzeczowa ranga i wymowa?
Sytuując konkretne wskazania Jezusa w kontekście Jego czasów,
natrafiamy na trzy etyczne przykazania, które w tamtej epoce bulwersowały, a
nawet więcej - były „rewolucyjne". Zresztą do dziś sami chrześcijanie mają z
nimi pewne trudności. Obok wezwania do troski o ubogich i zakazu rozwodów
takim rewolucyjnym przykazaniem był nakaz miłości nieprzyjaciół, któremu
chciałbym poświęcić poniższe refleksje.
Oko za oko
Zwięzłe zestawienie obiegowych w starożytności paralel pozwoli na
uwypuklenie zupełnie innego w tym kontekście nauczania Jezusa. Żyjący w VII
wieku przed Chrystusem grecki poeta Archiloch dumnie głosi: „Wyznaję się na
jednej jedynej rzeczy i to wielkiej: temu, który wyrządził mi zło, odpłacać
złem". Inskrypcja na grobowcu żyjącego na przełomie II i I wieku przed
Chrystusem rzymskiego wodza Sulli - którą sam miał sobie ułożyć - głosi, że
żaden przyjaciel nie przewyższył go w czynieniu dobra, a żaden wróg w
czynieniu zła. Wedle opinii współziomków polityk ten przesadził chyba w
jednym i w drugim, ponieważ zgodnie z przekonaniem antyku podejmowany rewanż
zawsze musiał być proporcjonalny: oko za oko, ząb za ząb. Sofoklesową
Elektrę chór napomina: „Nie nienawidź twych wrogów ponad miarę, ale też ich
nie zapominaj!". W starożytności powszechnie obowiązywała zasada: Kochaj
tego, kto cię kocha, i odwiedzaj tego, kto przychodzi do ciebie. Kto tobie
daje, temu dawaj; niczego natomiast nie dawaj temu, który tobie nie daje.
Podobne reguły postępowania znajdujemy również w Starym Testamencie:
Dawaj bogobojnemu, ale nie wspomagaj grzesznika. [...] Nie wierz nigdy twemu
wrogowi, jak bowiem spiż śniedzieje, tak i jego przewrotność - czytamy w
Księdze Syracha (Syr 12, 4. 10). Nienawiść znajduje drastyczny wyraz także w
Psalmach. Modlący się życzy na przykład swemu wrogowi: Niech dni jego będą
nieliczne, a urząd jego niech przejmie kto inny! Niechaj jego synowie będą
sierotami, a jego żona niech zostanie wdową! (Ps 109, 8-9).
Również w obiegowym myśleniu Greków dominowało przekonanie, iż
przyjaciołom należy pomagać, a na swych nieprzyjaciół nastawać i szkodzić
im. To przeświadczenie ugruntowało się także w okresie cesarstwa rzymskiego
i można powiedzieć, że przetrwało do dzisiaj, szczególnie w stosunkach
międzynarodowych. „Jak ty mnie, tak ja tobie" lub bardziej „pobożnie" - „Jak
Kuba Bogu, tak Bóg Kubie". Sprawa zaczyna się od dwojga i rychło rozwija się
ruchem spirali. To przecież złota reguła wielkiej polityki i najlepszy
argument za prowadzeniem wojen. Każdy atak zderza się z kontratakiem i
polityką zastraszania ze strony wielkich mocarstw. A tymczasem już w antyku
podkreślano, że nienawiść wroga nie może przekraczać miary, którą stanowi:
oko za oko, ząb za ząb, rękę za rękę, nogę za nogę (Wj 21, 24).
W tym kontekście niezwykle wyraziście brzmią słowa Jezusa z Ewangelii
według św. Łukasza: Lecz powiadam wam, którzy słuchacie: Miłujcie waszych
nieprzyjaciół; dobrze czyńcie tym, którzy was nienawidzą; błogosławcie tym,
którzy was przeklinają, i módlcie się za tych, którzy was oczerniają. Jeżeli
cię kto uderzy w policzek, nadstaw mu i drugi. Jeśli zabiera ci płaszcz, nie
broń mu i szaty. Dawaj każdemu, kto cię prosi, a nie dopominaj się zwrotu od
tego, który bierze twoje. Jak chcecie, żeby ludzie wam czynili, podobnie wy
im czyńcie. Jeśli bowiem miłujecie tych tylko, którzy was miłują, jakaż za
to [należy się] wam wdzięczność? Przecież i grzesznicy okazują miłość tym,
którzy ich miłują. I jeśli dobrze czynicie tym tylko, którzy wam dobrze
czynią, jaka za to [należy się] wam wdzięczność? I grzesznicy to samo
czynią. Jeśli pożyczek udzielacie tym, od których spodziewacie się zwrotu,
jakaż za to [należy się] wam wdzięczność? I grzesznicy pożyczają
grzesznikom, żeby tyleż samo otrzymać. Wy natomiast miłujcie waszych
nieprzyjaciół, czyńcie dobrze i pożyczajcie, niczego się za to nie
spodziewając. A wasza nagroda będzie wielka i będziecie synami Najwyższego;
ponieważ On jest dobry dla niewdzięcznych i złych. Bądźcie miłosierni, jak
Ojciec wasz jest miłosierny (Łk 6, 27-36).
W Ewangelii według św. Mateusza znajdują się kolejne dwie wypowiedzi
Jezusa ustanawiające nowe prawo: o cierpliwym znoszeniu przeciwności oraz o
miłości do nieprzyjaciół (por. Mt 5, 38-42. 43-48). Oba te żądania zostały
przeciwstawione starotestamentowym nakazom oko za oko, ząb za ząb i Kochaj
swego bliźniego, nienawidź swego nieprzyjaciela. Porównanie z przytoczonym
powyżej tekstem Łukasza pokazuje, że powtórzone przez niego wypowiedzi nie
nawiązują do Starego Testamentu.
Pozostańmy jednak przy Kazaniu na Górze w wersji Mateusza. Zarysowuje
się tutaj aspekt tolerancji. Starotestamentowe oko za oko, ząb za ząb nie
jest u Mateusza zezwoleniem na akt zemsty, lecz stanowi zasadę postępowania
karnego: Czym ktoś zgrzeszył, tym zostawał ukarany. Kto zabił człowieka, sam
musiał umrzeć. Kto skradł owcę, musiał ją zwrócić z dodaniem jeszcze jednej
owcy. Kto drugiemu wybił oko, sam je tracił itd. Kara nie była jednak
wykonywana przez poszkodowanego - byłaby to pomsta, lecz należała do
instancji państwowej. Prywatną zemstę wykluczył już Mojżesz. W Księdze
Kapłańskiej czytamy: Nie będziesz szukał pomsty, nie będziesz żywił urazy do
synów tego ludu. W tym samym wierszu Mojżesz mówi także o przykazaniu
miłości bliźniego: Będziesz miłował bliźniego jak siebie samego (Kpł 1 9, 1
8). Mimo iż za czasów Jezusa zasada odpłaty „pięknym za nadobne" jeszcze
obowiązywała, jest rzeczą sporną, czy w sądownictwie nadal była stosowana.
A Ja wam powiadam
Żądanie Jezusa, by znosić urazy bez stawiania oporu, może brzmieć
nieco sztucznie w kontekście prawniczego kanonu o prastarej zasadzie odwetu.
Jezus nie tyle żąda zrezygnowania z zemsty, która potępiona była już w
Starym Testamencie, czy odstąpienia od środków prawnych, lecz radykalnie
występuje przeciwko wszelkiemu nauczaniu mędrców zarówno żydowskich, jak i
pogańskich głoszących prawo odwetu. Mistrz z Nazaretu żąda nawet rezygnacji
z dozwolonej samoobrony: Jeżeli ktoś cię uderzył, nie oddawaj mu! Prawo
Jezusa nie mówi: „Kochaj tego, który ciebie kocha!", lecz: „Miłuj twego
bliźniego, nawet jeśli jest twoim nieprzyjacielem". Jezus nie głosi hasła:
„Dawaj dobremu, a człowiekowi złemu nie!", ale: „Dawaj każdemu, który cię
prosi, a kiedy ci coś zabiera, nie żądaj od niego zwrotu".
W Kazaniu na Górze Jezus próbuje obezwładnić logikę zemsty. Wobec
wszelkich reguł postępowania najwidoczniej nie żywił szczególnego respektu.
Sam jest wystarczającym autorytetem do zmian owych starych prawideł. Jezus
wkracza zdecydowanie ze swoim: A Ja wam powiadam. To, co mówi, podwyższa
temperaturę do stanu wrzenia. Uświadamia swoich słuchaczy między innymi w
kwestii składania przysięgi. Przysięganie na bóstwo lub na siebie samego
jest prastarym zwyczajem, który przetrwał do dziś. Jezus natomiast nie
rozwodzi się nad tym, jak należycie przysięgać, lecz naucza: Macie w ogóle
nie przysięgać! Nie wystarczy bowiem, kiedy ktoś mówi prawdę w określonych
okolicznościach. Nasza mowa zawsze ma pokrywać się z prawdą. I dlatego „tak"
ma oznaczać „tak", a „nie" -„nie" (por. Mt 5, 37).
To, co Jezus głosi, z pewnością wyzwala protest odbiorcy. Któż bowiem
byłby aż tak naiwny, by bijącemu nadstawiać drugi policzek? Kto by dorzucał
podarunek komuś, kto niesprawiedliwie czegoś żąda? Nie może to chyba być
regułą w każdym przypadku. Jezus nie był też prawnikiem, który miałby
rozstrzygać spory dnia powszedniego. Wygłaszane przez Niego zdania sięgają
jednak samego korzenia zła. Logika oko za oko, ząb za ząb zostaje zdeptana,
ponieważ odwet to nic innego jak spirala śmierci. I właśnie ową spiralę
nieprawości Jezus pragnie przełamać - zemsta bowiem jeszcze nigdy nie
przyniosła rozwiązania. Postawę tę dobrze określają słowa Pawła Apostoła:
Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj (Rz 1 2, 21 ). Ta dewiza
stała się programem życia ks. Jerzego Popiełuszki, aż po grób. Tylko taka
postawa otwiera się na oścież ku przyszłości.
Raz jeszcze powraca podchwytliwe pytanie: Czy miłość nie wymaga, by
gwałtowi przeciwstawić gwałt? Jeśli publiczna instancja jest podmiotem
odpowiedzialności i ma po temu środki, czy nie powinna na niesprawiedliwy
gwałt zareagować gwałtem? Od tego pytania nie można się uchylić wymówką, że
Jezus i pierwsi chrześcijanie z takim problemem nie byli konfrontowani,
ponieważ nie stanowili podmiotu publicznej odpowiedzialności. Przeciwnie -
jak wiemy z Ewangelii - Jezus cieszył się wśród ludu wielkim uznaniem; bez
wątpienia miał możliwości wezwania do akcji na przykład przeciwko Rzymianom,
świątynnym kapłanom albo herodianom. W tym sensie ciążyła także na Nim
określona odpowiedzialność. Odpowiedzią na te wyzwania jest milczenie
Jezusa. Chodziło Mu przecież o coś innego niż zryw do protestu. Podejmowanie
akcji przeciwko komukolwiek sprzeciwiałoby się Jego właściwym celom.
Przynajmniej dwukrotnie proszono Go, by wystąpił jako sędzia - w sporze o
spadek (por. Łk 12, 13-21) iw procesie karnym przeciwko kobiecie cudzołożnej
(por. J 8, 1-11). W obu przypadkach odmówił.
Jezus sam musiał zadawać sobie pytanie: Czy miłość do rodaków nie
wymagałaby podjęcia gwałtownego oporu przeciwko rzymskiej władzy okupacyjnej
(por. Łk 13, 1-3)? Postawiono Mu nawet wyraźne pytanie, czy nie byłby na
miejscu co najmniej bierny opór, jak chociażby odmowa zapłacenia podatku.
Jezus podejmuje tu jednoznaczną decyzję: Oddajcie [...] cezarowi to, co
należy do cezara (Mk 12, 17). Żadnego biernego oporu, żadnej odmowy płacenia
podatku. Zło nie zostaje wyrugowane ze świata przez stosowanie gwałtu.
Zadany rykoszetem gwałt generuje nowy i tak rodzi się diabelski krąg bez
końca. Jeżeli natomiast nie stawia się oporu złu, to trafia ono w próżnię i
zamiera. Wymownym tego przykładem jest całe życie Jezusa: przez krzyż do
Zmartwychwstania.
Dobrze czyńcie tym, którzy was nienawidzą
Do pełnego zrozumienia przykazania miłości nieprzyjaciół konieczne
jest doprecyzowanie pojęcia „nieprzyjaciel". Wymaga ono bowiem oczyszczenia
z fałszywego rozumienia. Z całą siłą trzeba podkreślić, że nieprzyjacielem
nie jest ktoś, kto przez drugich jest nienawidzony, lecz na odwrót: osoba,
która sama innych nienawidzi. Nie mogę przecież jednocześnie miłować kogoś,
kogo nienawidzę. Mogę natomiast miłować człowieka, który mnie nienawidzi i
ustawicznie rzuca mi kłody pod nogi. I o to chodzi Jezusowi. Wynika to też
ze słów: Dobrze czyńcie tym, którzy was nienawidzą. Rzecz w tym, by miłować
i świadczyć dobro także ludziom, którzy nas nienawidzą i stwarzają
trudności. Szczerze jednak trzeba przyznać, że nie jest to łatwe.
Co więc może oznaczać miłość nieprzyjaciół? Najpierw rezygnację z
rewanżu. Ewangelista Łukasz nie na darmo podporządkował zemstę tematowi
miłości nieprzyjaciół. Biblia dostarcza bowiem materiału dowodowego. Dla
przykładu: Boży mężowie Starego Testamentu nie widzieli nic zdrożnego w
sprawowaniu swej władzy także poprzez wyrządzanie krzywdy swoim
nieprzyjaciołom. Mojżesz pozwala ziemi pochłonąć Koracha i jego wspólników,
którzy zbuntowali się przeciwko niemu. Prorok Eliasz ogniem z nieba niszczy
pięćdziesiątnika razem z jego żołnierzami. Elizeusz srogo każe ukarać
czterdziestu dwóch chłopców natrząsających się z niego... Jezus natomiast
odrzuca prośbę uczniów o cud kary wymierzonej jednej z samarytańskich
wiosek, która odmówiła Mu gościny (por. Łk 9, 51-56). Duch miłości zabrania
odwetu.
Samo zaniechanie zemsty i odwetu sprawy jednak nie załatwia.
Błogosławcie tym, którzy was przeklinają, i módlcie się za tych, którzy was
oczerniają - zaleca Jezus. Staje się jasne, że miłość nie jest przede
wszystkim sprawą uczucia, przychylności, lecz wyrazem postawy i stylem
zachowania. Ten, kto raz próbuje świadczyć dobro także swym nieprzyjaciołom,
zamiast życzyć im złego, nagle zaczyna widzieć rzeczywistość innymi oczyma:
zaczyna dostrzegać w swoich przeciwnikach także dobre strony i widzieć w
nich ludzi, którzy stali się jego przeciwnikami być może z powodu
nieszczęsnego zbiegu okoliczności. Należałoby zadać sobie pytanie: Jak do
tego doszło? Czy nie ma w tym także mojej winy?
Miłość nieprzyjaciół musi więc zdążać - na krótszą lub dłuższą metę
-do sytuacji, kiedy nieprzyjaciel już więcej nie będzie moim
nieprzyjacielem; co więcej - gdy relacja już się znormalizuje, stać się może
nawet prawdziwym przyjacielem. Ten stan osiągnąć może tylko miłość. Wrogie
nastawienie sprawia, że nieprzyjaciel pozostaje nieprzyjacielem na zawsze.
Jezus oczywiście nie tyle ma na myśli osobistych nieprzyjaciół, ale
dostrzega także w tym kontekście przeciwników światopoglądowych i
politycznych. Nieprzyjacielem, którego uczniowie mają miłować, jest
uciskający naród wybrany pogański Rzymianin; jest nim arcykapłan z
nienawiścią ścigający Jezusa; jest nim celnik kolaborujący z okupacyjną
władzą i ograbiający rodaków; w późniejszych czasach jest nim także
prześladowca chrześcijan. Za nich chrześcijanin ma się modlić i świadczyć im
dobro.
Wszystko to łatwo przenieść i odnieść także do dzisiejszych warunków:
chrześcijańska miłość obejmować ma nie tylko złego sąsiada, którego mamy
kochać, lecz winna rozciągać się także na politycznych przeciwników,
członków innej partii czy konkurenta w miejscu pracy, który zagraża naszemu
stanowisku itd.
Mateuszową perykopę o miłości nieprzyjaciół zamyka żądanie jeszcze
bardziej gwałtowne: Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec
wasz niebieski (Mt 5, 48). Czyż my, zbłąkane owce, możemy być doskonali?
Nie, tego idealnego stanu nie osiągniemy chyba nigdy. Nie jesteśmy i nigdy
nie będziemy jako Bóg. Wiemy, że między ziemią a niebem rozpościera się
niezgłębiona przepaść. A jednak Kazanie na Górze uporczywie przypomina: Wy
jesteście światłem świata! (Mt 5, 14). Czy rzeczywiście? Może jesteśmy tylko
migotliwymi światełkami, których w zalegającej ciemności w ogóle nie widać?
Światłem dla świata nigdy nie jesteśmy sami z siebie. Możemy nim się stać w
najlepszym wypadku wtedy, kiedy poprzez nas prześwieca światłość samego
Boga.
______________________________
Ks. Alfons J. Skowronek (ur.
1928), teolog, emerytowany profesor Uniwersytetu Kardynała Stefana
Wyszyńskiego, wieloletni członek Komisji Episkopatu Polski ds. Ekumenizmu i
Podkomisji ds. Dialogu z Kościołami zrzeszonymi w Polskiej Radzie
Ekumenicznej. Opublikował między innymi: Aniołowie są wśród nas; Kim jest
Jezus zNazaretu?; Kościół w burzliwych czasach.